Forum Nowa Zelandia - naszanowazelandia.pl

Witaj na forum pasjonatów i poszukiwaczy informacji o krainie długiego białego obłoka.
Obecny czas: 21 Paź 2018, 02:22

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Regulamin forum


W celu utrzymania porządku każda wyprawa ma tylko 1 wątek.

Wątek ma tytuł składający się z:

Użytkownik (np. Kasia) / Termin pobytu (np 04-05-08 do 05-05-08) / Wyspy (np. Wyspa PD / Wyspa PN / Wyspa PD&PN



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 08 Lut 2013, 12:02 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
dobiega dzis dzien 10 mojej wyprawy zaplanowanej na 40 dni.
bylem dzis na wyspie Ulva, czyli jeszcze glebiej z ostatniej 3 wyspy NZ.
Cudowny rezerwat ptakow i drzew, oaza ciszy i spokoju i pieknej ufnosci ptakow.
Potem objazd i swietna historia z Anglikiem ktory tu weemigrowal 5 lat temu majac poprzednio spedzone 15 lat w armii brytyjskiej, swietnie podszkolil sie w Maori jezyku takze sporo jest w stanie opowiedziec. Dotarlem na Stewart malym samolotem wracalem promem. Z bluff do invercargill wiozl mnie kierowca Maorys, mielismy swietna rozmowe sugerowal mi by zawsze w kontakcie z Maorysami nie wycofywac sie zawsze chetnie opowiadac o sobie i byc aktywnym nie bierne wyniosle europejskie zetkniecie na dystans. od 21 do 24 lutego jest festiwal w rotorua, co dwa lata sie odbywa. zjezdzaja sie maorysi z kazdego zakatku obu wysp by poprzez konkurs zdobyc miano najlepszego zespolu. ale jak wspomnialem moja podroz zaczela sie 10 dni temu tez od spotkania waznego dla mnie z innym Maorysem z Hakaroa, ale o tym nastepnym razem.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 09:49 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
zaczne od poczatku... kiedys zamarzyla mi sie Nowa Zelandia. Po niej juz wszedzie bedzie blizej. lot skladal sie z 3 kawalkow ukladanki ktora na koniec doprowadzic mnie miala do Kiwi ludzi, ale po kolei. pierwszy lot minal dosc szybko bardziej z emocji niz z rzeczywistego uplywu czasu skonczyl sie dosc szybko. AbuDhabi o poranku, sucho glucho duzo na pokaz i namolna promocja jak to jest swietnie, niestety zabraklo dla mnie najprostszych rzeczy duzych czytelnych telebimow z informacjami kiedy jest odlot a rowniez brak informacji przez glosniki, to bardzo pomaga. Po trzech godzinach i milej pogawedce z gosciem z Indii ktory swoja droga mial czekac prawie dobe na swoj samolot do Indii (wracal z ekipa pracownikow z kontraktu w Nigerii) i opowiedzial mi detale jak dotrzec i dobrze spedzic czas w Himalajach, nadszedl czas na lot do Sydney liniami Virgin. Co uwielbiam w podrozach to to ze nasze uprzedzenia opinie weryfikujemy.
Zanim samolot wystartowal blisko w rzedzie obok usiadla kobieta okolo 30-stki z maluszkiem moze pol rocznym, sadzilem ze 14 godzinny lot to bedzie bezustanny placz bo dla nas doroslych to spore wyzwanie a co mowic o niemowlaku jeszcze. A tu ogromna niespodzianka caly lot bawil sie gwarzyl spal smial sie caly lot bylo to niesamowite. Chyba podroz generalnie odbywa sie poprzez ludzi a jesli ich nie ma to poprzez nas samych, to co widzimy odbija sie w nas samych dajac refleksy.
wracajac do tematu postanowilem wyruszyc sam, pobyt w grupie nie wiem jak dobranej wycieczki to z mojego punktu widzenia raczej to nie przyjemnosc. Bilet na samolot kupilem ktoregos ranka przeszukujac expedia za 1000 eu co wszyscy wokol mowili ze to dobra cena, wyruszajac mialem zarezerwowany samochod kombi wyposazony w materace i posciel i pare noclegow naprzod. Plan byl zaczac od poludnia spedzic tu 4 tygodnie a potem skonczyc na polnocnej wyspie 2 tygodnie.
takze ladowanie w sydney krotka przerwa 3 godziny i lot liniami New Zealand. Panie stewardesy bardzo wyluzowane i przyjacielskie praktycznie caly czas cos mielismy podawane czy to picie czy cukierki takze lot zlecial szybko.
Port Christchurch no i magiczne oczekiwanie na rozmowe z oficerem emigracyjnym, zauwazylem ze kazdemu jest poswiecana chwila i przeprowadzana luzna acz dokladna w szczegoly rozmowy, pytanie gdzie jade miejsca jakie noclegi raczej luzna atmosfera wiec piecztka wbita i mozna zaczynac. Pierwsze co to poraza swiatlo nie jest jasno jest swietliscie wrecz, ponoc przez dosc duza dziure ozonowa, nie wiem w kazdym badz razie bez ciemnych okularow lekko nie jest. Z lotniska autobusem na pierwszy nocleg motel dobrze wyposazony noc 140$ potrzebowalem dobrych warunkow i pokoju tylko dla siebie. Na JetLag wymyslilem sobie nastepnego ranka podroz pociagiem TranzAlpine do Greymouth.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 10:21 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
zanim rano wyruszylem slyynym pociagiem a przynajmniej dobrze reklamowanym wieczor poprzedni spedzilem na kilkugodzinnym spacerze po Christchurch, miasto rozlegle co bedzie regula tutaj podzielone na czesc mieszkalna na czesc z duzymi sklepami, generalnie za miastami nie przepadam ale pare rzeczy zachwycilo mnie. Ot stojacy na wprost na ulicy telewizor z informacja ze dzialajacy i do wziecia. Generalnie miasto jak kazde inne na swiecie.
Pociag siadam naprzeciwko Pana z Indii i zagajamy rozmowe, spedzil ostatnie dwa lata w Australii pracowal jako ortopeda teraz robi sobie mala wycieczke po NZ i jedzie na swoj slub do Indii a raczej na przygotowania, ktos z rodziny pomaga znalezc mu wybranke ma byc odrobine mlodsza od niego zobaczy zdjecia wybierze ktoras z nich i chyba zadzieje sie slub. Ma byc 1000 gosci, nie wierze mu bo 100 to juz brzmi zbyt dobrze on mnie zapewnia ze sa sluby po 5000 osob, co tam mam dostac zaproszenie na slub ubrac doti lub nie i patrzec na to jak kazdy z tysiaca bedzie mu skladal gratulacje.
Pociag jest milo widoki nieziemskie ale turysci latajacy z aparatami to nie to co mi sie marzy, swoje widze. niestety tunel za Arthur Pass nie jest na czas zrobiony i przesiadamy sie do autokarow by wyladowac w Greymouth czyli Westlandzie. Docieram do swojego drugiego noclego Global Village dla backpackerow, wlascieciel malo kontaktowy ale za to dzielo jego czyli wystroj schroniska wynagradza jego wycofanie. Jesli ktos lubi afrykanskie klimaty i podroze to ten hostel to perelka klimat nieziemski. Rezerwowalem pokoj dzielony z innymi a dostaje pokoj w ktorym jestem sam. Glowa cale cialo wciaz pograzone w malignie przestawiania czym jest ranek a czym wieczor zmysly glupieja ale dobre warunki wokol pomagaja. Mam chwile czasu i znowu spaceruje robiac pare kilometrow uwielbiam ta forme poznawania spokojne chodzenie i patrzenie, zachodze do pierwszego marketu pierwsza orientacja w cenach. Potem wracajac znajduje na rogu kolejnej uliczki lawke z tylu dobiega radio a ja siadam i sie rozgladam w prawo w lewo i czuje ze jest spokojnie bardzo spokojnie, troche jak byc na polskiej wsi nic sie nie dzieje i jest dobrze, w kazdym badz razie mi sie podoba bardzo. Kolejny ranek to powrot busem z powrotem do Christchurch, w srodku malo ludzi i zaczynamy rozmowe kierowca ja matka z synem.
w tym momencie wracam jednak do wspomnienia mojego pierwszego a raczej pierwszej KIWI, na lotnisku z Sydney czekajac na otwacie Bramki przysiada sie obok starsza Pani wymieniami pozdrowienia kilka zdan kto skad takie uprzejme spedzenie czasu. Potem otwieraja bramke i wsiadanie do samolotu, jakie moje jest zdziwienie gdy okazuje sie ze siedzimy obok siebie, znowu konwersacja, jej niezwykle dla Europejczyka imie Trishi jej pierwsze opowiadanie o Zelandii. Nowe dla mnie akcent i bezposredniosc, mile wrazenie. Zostawila mi namiar na siebie i potem wyslala zaproszenie ze razem z mezem jak bede w ich okolicy pokaza mi najciekawsze rzeczy. Wujek google podpowiada mi ze Trish jest bardzo znana w swojej okolicy z pracy spolecznej jest nauczytcielem dla rodzicow, duze szczescie dla mnie ze na poczatku spotykam taka osobe.
wracajac do autobusu powrotnego z Greymouth kierowca oczywiscie zna Trish ale tez wszystko co dzieje sie dookola pozdrawia i jest pozdrawiany przez kazdego na drodze, magiczne miejsca mijamy, zatrzymuje sie bym tak po prostu zrobil sobie zdjecia bo wydaje mu sie ze warto. Matka z chlopakiem (nie poznalem ich imion wiec tak bezosobowo ich nazywa) opowiadaja o zwyczajnym zyciu o tym ze nie byla w Europie bo nie bylo jej stac. Jej syn opowiada ze ma w szkole maoryski ale go za bardzo nie interesuje. To dobre wprowadzenie ta nasza rozmowa pokazuje mi ze sa to otwarci ludzie, wychowani w kulturze brytyjskiej ale bez tej wynioslosci jakby kazdy mialby byc krolem lub krolowa jak to odczuwam w kontaktach z anglikami, nie wiem ale moimi pierwsi Kiwi lub cudnie bezposredni acz a zachowaniem szacunku do drugiej osoby. Jestesmy w Christchurch bardzo goraco mam wrazenie ze jest +35 znajduje moja wypozyczalnie formalnosci krotka rozmowa i ruszam, kierunek Hakaroa (oficjalnie Akaroa) ale pozniej sie okazalo to wazna dla niektorych roznica. Samochod Nissan ma duzy silnik 1.4 dostalem automatyczna skrzynie biegow, radzi sobie dobrze na drodze.Jest poobijany w paru miejscach ma przebieg 154 000KM ogolnie w bardzo dobrym stanie. Docieram na przyladek banks, ta woda w kolorze zielono niebieskim jest nieziemska. Laduje na wzgorzach wokol Hakaroa w VanParku, widok nieziemski daje sobie 3 dni na wypoczynek.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 10:28 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
na miejscu poznaje pare Niemcow sa od pol roku tutaj oboje w kolorze brazowym narzekaja ze wokol mnsotwo Niemcow i co sam zauwazylem mnostwo wycieczek z Chin.
Spedzamy razemnastepny poranek uprzedazaja mnie o sloncu by uzywac flitru +50 niestety ja to ignoruje i po pierwszej kapieli w jeziorze juz wieczorem czuje ze skora pali i jestem przypalony jak rak. Rozmawiamy troche o grafice i o tym ze przepiekny delfin jest namalowany w biurze nieopodal naszego VanParku, idziemy go zobaczyc raz jeszcze. Walijczyk ktora tam pracuje opowiada mi ze jesli chce zobaczyc prawdziwie piekne grafiki to w maisteczku (liczy tylko 450 mieszkancow) mieszka utalentowany Maorys. Daje mi namiar na niego dlugo nie czekajac dzwonie do niego i jestemy umowienie nastepnego dnia. To moj dopiero 3 dzien w tym nowym kraju i mam poznac czlowieka ktory doslownie mocno odcisnie sie na mnie.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 10:47 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
Spotykamy sie w niedziele po poludniu, w jego pracowni ktory jest tez sklepikiem ma na imie Hemione choc w miasteczku znaja go jako Simone. Wiekszosc Maorysow mieszka na wyspie polnocnej on jednak wychowal sie niedaleko w Picton i tu w Hakaroa jest mu dobrze. Akaroa jak mi powiedzial to umniejszona nazwa historycznej Hakaroa-y opowiadal mi historie o wodzu ktory tu dawno przed bialymi byl cos bylo o Haka cos bylo... Nasze spotkanie bylo jego opowiadaniem o tym ze skonczyl szkole rzezbienia z drewnie z Rotorua , na roku razem z nim bylo tylko 3 innych absolwentow. Nauczanie trwalo 4 lata ukonczyl je i jest wyeedukowany, piekne rzeczy mi pokazywal, to nie tylko przedmioty to polaczenie zywej konkretnej osoby ktora to zrobila. Od bodajze 2 lat zajmuje sie Tamoko czyli sztuka tatuazu, z uwagi ze team zawsze byl mi bliski poprosilem go o jakies szczegoly, zapytal sie na to mnie o moja rodzine o moja historie o to co jest dla mnie wazne, potem przygotowal projekt opowiedzial jak kazda kreska ma znaczenie ze wszystko jest wazne tak powstal projekt poporosilem go czy moze wykonac dla mnie moj wlasny tatuaz, narysowal raz na mojej skorze opowiedzial znaczenie, potem starl i raz jeszcze to samo z malymi poprawkami potem powiedzial zebym sobie to przemyslal i jesli chce wrocil do niego.
Dla mnie nie tylko oprawa ale wartosc kreski wzoru jego podnioslosc jak i przekaz spowodowaly ze zdecydowalem sie od razu, przystapil do pracy i powstal na moim ciele przepeikny osobisty wzor, napisal go na mnie swoja kreska. Musze przyznac ze jest to piekna rzecz widzialem juz roznych ludzi ktorzy wykonywali tatoo ale to bylo cos innego. Spotkanie dla mnie niezwykle i inspiruujace. Po wykonaniu -przyznam ze nie pytalem o cene przed choc zaplacilem relatywnie tanio w porownaniu z europejskimi cenami- zaproponowal Hongi. wiadzialem to w telewizji jako takie mialem pojecie ale to bylo cos. To zetkniecie nosami czolami to ma byc przenikanie obu jestestw takie otwarcie.Niby mamy podobne na powitanie i pozegnanie calowanie w policzki ale to tylko gesty Hongi w wiekszosci ma znaczenie i jest wazne. Zauwazylem ze wiele rzeczy zapomnianych w europie tu zyje. Spotkanie jak sie okazalo bylo wazniejsze niz myslalem bylo wspanialym wprowadzeniem. Wczoraj jak wracalem z Ulva wyspy i jechalem autobusem z jak sie okazalo na koncu Maorysem gdy mu pokazalem obraz na mojej skorze uwaznie sie przyjrzal i wyciagnal do mnie dlon.
Takze zostalem wprowadzony w ten swiat Nowej Zelandii poprzez Trishe reprezentantke bialej spolecznosci jak i Hemione maorysa w ktorym wciaz zyje magiczny swiat przenikania oceanu i ziemi.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 11:01 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
Poprzedniego dnia poprosilem go by przygowal cos dla moich bliskich najlepiej rzezbionego i w drewnie, nie chce kupowac byle czego w sklepie z pamiatkami wole cos osobistego od kogos kogo poznalem. Opowiada mi o zielonym jadeicie ktory jest tak wazny dla maorysow nie powinno sie go kupowac sobie samemu wazne jest go otrzymac za cos co sie zrobilo. Piekna prostota.
Rano wyruszajac juz z Hakaroa odwiedzam go jest w trakcie rzezbienia nozem kawalka drewna przygowal maly prezent dla moich najblizszych zagajamy mala rozmowe opowiada jak jego dziadek mial rower obwozil dzieciaki stare dobre czasy siedzimy sobie chwile na ganku patrzac jak wszystko dookola przeplywa. Dobry czas, dobry czlowiek i piekna inspiracja. Zaczynam czuc magie tej krainy i ich pierwszych lub prawie pierwszych mieszkancow. potem sie dowiem ze jednym z pretekstow do podpisania aktu z Waitangi byla argumentacja bialych ze to njie maorysi sa pierwotni na tej wyspie i tak jak biali on tez sa przybyszami. Przed nimi byli Maori-Ori ktorzy jak to zostalo mi przekazane gdy przybyli Maorysi zostali ... zjedzenie. Kazde miejsce i historia ma swoje zawilosci. Wyruszam wiec z Hakaroa w 5 dniu mojego pobytu jade do Aoraki czyli najwyszej gory NZ. Rankiem 6 lutego w dniu swieta narodowego Waitangi ide narescie w gory, przechodze Hooker valley, Kea point, wchodze na Sebastopol to szczyt ktory jest najblizej wioske u szczytu Aoraki. Widok z Sebastopola jest nieziemski, sciezka dobiega prawie na sam szczyt na plaskim wzniesieniu znajduje sie jeziorko mocze nogi majac przed soba widok na Aoraki. Ponad mna jest jeszcze ze 150 w gore ale nie ma sciezki mimo to wspinam sie to mam doswiadczenie dosc dobre z gor, tam skala wielkosci duzego pokoju.Gdy juz jestem na szczycie z profilu okazuje sie ze wyglada jak twarz maorysa wojownika jakby tam byl i strzegl okolicy, cudowne chwile spedzam tam bedac jest upal goraco ja jestem szczesliwy i spelniony. Zejscie jest trudne ale doswiadczenie z gor pomaga mi i docieram do szlaku.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 09 Lut 2013, 11:40 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
w schronisku YHA chlopak z recepcji za moje pytanie czy nie jest to nudne to samo powtarzac wielokrotnie kazdemu nowemu mowi mi ze mowi to samo ale roznym ludziom, ciekawe spostrzezenie my ci sami poruszamy sie odgrywamy siebie ale poprzez to co spotykamy lub kogo jest to niepowtarzalne. Po tym solidnym dniu w gorach -bo jeszcze po Sebastopolu pod wieczor zrobilem male przejscie do lodowca Tasman- wuruszam z rana do Invercargill poprzez Oamaru, Dunedin i Catlins, prawie 500 KM. Jak sie pod wieczor okazuje tankujac w Oamaru zabraklo mi gotowki ktora zabralem ze soba wiec pierwszy raz zaplacilem karta kredytowa i jak sie pozniej okazalo w Invercargill zostawilem ja tam, telefon obiecali doslac do miejsca gdzie bede pozniej. Mijam Oamaru przejezdam przed Dunedin i skrecam na przyladek Otago wybor w prawo lub w lewo, pada na lewo i po wielu zakretam docieram do jedynego zamku w NZ Larnach, wybudowany przez szkota tchnie wiktorianska epoka ale ma piekne ogrosy przyjemny klimat takze podroznikowi w drodze daje cudowna chwile wytchnienia. Zanim tam dojechalem niedaleko widze chlopaczka w szkolnym stroju w krate z zadziornymidredami na glowie. Wykapany niepokorny maly szkot, juz wiem w jakie regiony dotarlem. Mijam dunedin i skrecam na malownicze tereny Catlins, zielen, zakrety, zatoki non stop zachwyt i ladowanie akumulatorow pozytywnej energii. I co tutaj lubie mozna jechac i 40km i nikogo sie nie mija co za cudowna pustka zwykla szutrowa droga czasem zwezenie jak pojawia sie most tylko do jednego pasa i mozna gnac, piekne wytchnienie bez zadnych ograniczen. cudowna wolnosc.
docieram do Invercargill, i znow szeroko rozlozone miasto jest przestrzen na wszystko.
W hostelu wita mnie dorabiajacy sobie chlopak z oregon mowi ze chyba ma polskie nazwisko ale nie jest pewny patrze i pomagam wytlumaczyc znaczenie i jak je kiedys przodkowie wymawiali: Plachta. Musielismy sie dwaj gdzies na krancu swiata spotkac by wytlumaczyc taka rzecz. pieknie jest podrozowac.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 10 Lut 2013, 10:09 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
co lubie tutaj, to wielka ilosc klasycznych amerykanskich ciezarowek, bo do europy za daleko wiec wszystko co najfajniejsze w tym temacie spotyka sie na drodze: mack, freightliner, kenworth, peterbilt. co prawda widzialem tylko poki co jedego chevy van no ale wiecej pojawi sie pozniej. Mignelo mi tez pare pieknych hotrodow piekne odrestaurowanych i pomalowanych dla mnie to duza atrakcja bycia tutaj. Dzisiaj spotkalem holendra przeprowadzil sie tutaj bo mial dosc tej wojennej europy w roku 1952 tu odnalazl spokoj, w roku 1972 odwiedzil Doubtfull sound dzis po 40 latach znow pojawil sie w tym miejscu, 82 letni starszy Pan pelen wigoru, widac bylo po nim ze dobrze zrobil kiedys podejmujac decyzje o wyjezdzie ze starego kontynentu.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 13 Lut 2013, 11:23 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
Doubtful Sound to dosc spora przeprawa bo najpierw sie plynie potem jedzie i jeszcze raz plynie by na koncu dotrzec az do Morza Tasmana niezwykle podroz poznalem na niej piekna pare w podrozy poslubnej, zzylismy sie totez postanowilem nastepny dzien miast kajakowania w Milford Sound poswiecic pojsciu razem w gory (co sie wilece oplacilo bo nad samym ranem deszcz ogromny lal sie z nieba). Przeprawa na Gertrude Saddle nie jest najlzejsza ale przepiekna pogode po mokrym poranku mielismy na czas wspinaczki totez widoki z gory byly malo ziemskie. Wrocilem dopiero o polnocy i kayaki morskie malo mi sie usmiechaly o 6.30 rano. Dziwiac sie samemu udalo mi sie przebrnac przez poranny marazm i wyruszylem na calodzienne mierzenie sie z falami i brnieciu przez nie. Wrazenie sa duze ,euforii niepohamowanej ogrom miast wydawac na rejs do Milford polecam bardzo. Dziwilo mnie dlaczego w tak duzej ilosci coraz napotykam Chinczykow przemykajacych na kolejne atrakcje w grupach, otoz maja swoj Nowy Rok co oznacza ze ruszaja by swietowac chociazby do KiwiLandu. Skonczyl sie pare dni temu rok smoka rozpoczal rok weza. Dowiedzialem sie tego od mlodego chinczyka z ktorym dzielilem nocleg. Ze wyjatkowo byl kontaktowny i mieszka nieopodal Tybetu podusilem go o ten temat. Mowi ze wiele sie zmienia w chinach lecz slepa uliczka jest robienie sobie religii i glowego dogmatu z pieniedzy. O Tybecie wie tyle co uslyszy w mediach czyli slodka propagande. Przewodnik po kajakach mlody Kiwi ktoremu marzy sie praca w fiordach ale w norwegii gdy wracalismy pokazal mi drzewa manuki tak zalecanej obecnie w europie. Rosna wszedzie dookola robi sie z niej i piwo i herbate. Prosto z TeAnau do Queenstown po drodze 3 stopowiczow: francuzki i australijczykow podrozuja tylko razem spia pod drzewami bez namiotow, jedzenie biora ze sklepow z odrzutow. Jedna z nich podrozuje juz 6 lat caly swiat juz zjezdzila, nie ma przedniejszego towarzystwa jesli chodzi o ciekawosc przezyc. Stary Parowiec urzeka, palacz wciaz jest na dole statku mozna obejrzec jak dorzuca wegiel, tona na godzine pracy kolosa, ogromny komin, czarna para. Dobrze jest kupic bilet tylko na przejazd parowcem bowiem po doplynieciu do przeciwleglej zatoki ze statku wysiada ponad osiemdziesiat procent turystow i nagle okazuje sie ze jest miejsce i czas na odnajdywanie szczegolow w jakie ten statek jest ubrany. A to secesyjne plakaty z lat 30-tych, arcyciekawe detale na kazdym kroku. Od poczatku urzekla mnie pasujaca do calego klimatu parowca muzyka fortepianowa, sadzilem ze jest li tylko odtwarzana z glosnikow. Okazalo sie ze na koncu statku jest fortepian i za sterami tego kolosa siedzi bardzo przyjazna Eleonora starsza Pani zna mnostwo utworow i chetnie porozmawia, opowiadala mi o swoich przodkach z Szkocji i Irlandii, byl to dobrze spedzony czas.
Potem swietna knajpka Habebe z wegetarianskim jedzeniem i gondola na gore z pieknym widokiem Pani w kasie bardzo polecala saneczki nie omieszkalem sprobowac niezla frajda pedzic po swietnie pomyslanym i przygotowanym torze. Kiwi sa przyjazni moze robia to po trosze bo tak bardzo zaleza od turystyki ale sami z siebie daja sporo co doceniam niezwykle i czuje sie bardziej niz w domu. Czasem nasluchuje kiedy sami narzekaja na siebie i jaki jest tego powod, dowiedzialem sie ze jadac do Milford Sound droga poprzez lawiny kamienne jest zamykana, Kiwi mieli w koncu tego dosc i zwrocili sie do specow z innych krajow ktorzy maja podobnie o jakies sugestie. Szwajcarzy, Norwegowie i Kanadyjczycy przeslali im jakies dane ile trzeba dokladnie uzyc dynamitu by zapobiec lawinom wysadzajac wczesniej dane skaly ktore przeszkadzaja. Jak opowiadal mi jeden nowozelandczyk, Kiwi pomysleli i zrobili po swojemu zamiast wyliczonej dawki dynamitu dali podwojnie na wszelki wypadek co dalo oplakane wyniki.
Cos w nich jest takiego cudownie prostego, czeski film niby nie wiadomo o co chodzi a chodzi o najwazniejsze. Podoba mi sie tu i 6 milionom turystow ktorzy cokrocznie odwiedzaja ten tak odlegly kraj.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 14 Lut 2013, 06:51 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
dzis zmierzylem sie z kolejnym zywiolem powietrzem, 15 000 stop czyli skok z wysokosci 4,5 km bedac przymocowanym do skoczka za plecami mimo wszystko to duza sprawa.
Zanim to nastapilo poznalem w Wanaka argentynczyka ktory tez postanowil skakac uzyczylem mu flamaster ktory sam wczesniej uzylem piszac na wnetrzu dloni imiona najblizszych :), jakiez bylo moje zdziwienie gdy poprosil mnie zebym pomogl mu i napisal na zewnatrz piesci proste f..ck o.f. No coz serce zranione wyruszyl z Argentyny by leczyc rany zawsze mu sie marzyl skok ze spadochronu a przy okazji tak chcial pozdrowiec swoja byla...samo zycie. Jak sam skok wiec najpierw przygowania kombinezon dopinanie uprzezy, leci ze mna jak ten ktory ma mnie ocalic Dunczyk ktory na stale mieszka w NZ, tata go rozpalil do tego zajecia gdy wykonal z nim skok gdy mial tylko 9 lat. Teraz jego doswiadczenia to ponad 2000 skokow wiec raczej czuje sie komfortowo. Wsiadamy do samolotu a raczej wsuwamy i wznosimy sie troche uczucie jak bym wracam do europy widoki te same ale z drugiej strony zakladamy maski tlenowe bo to juz ta wysokosc ze trzeba ostatnie instrukcje no i dzieje sie. Ciezko to opisac mieszanina strachu przerazenia a najbardziej ze juz sie w tym jestem i nie mozna sie wycofac no to tylko mozna jedno dobra krzyczec ze szczescia ze to sie dzieje. Predkosc niesamowita i lot jest sie a troche jakby to byl sen bardzo wyrazny. Wielokrotnie jak bylem juz na szczycie gory tak bardzo ciagnelo do dolu, ale tego kroku sie nie robilo, a tu tak po prostu sie spada. A w koncu w filmie Bucket List Nicholson nie majac perspektywy na zycie zrobil to wiec po co czekac az cos mocno przycisnie- jak choroba, po co czekac, zwariowane rzeczy trzeba robic jesli jest taka szansa. Ziemia wirowala jedyne co mozna robic to byc tak silnie i cieszyc sie. Doznanie nieziemskie polecam wszystkim. Argentynczyk kiedy juz spotkalismy sie na ziemi powiedzial ze jak wroci do siebie zapisze sie na kurs i bedzie skakac a wtedy na pewno znajdzie ta na ktora czeka.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 23 Lut 2013, 08:26 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
spotkalem maorysow na swej drodze. mialem szczescie. podroz spelniona.
Taniwha pai.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 26 Lut 2013, 09:52 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
Ruszajacac w droge chce sie zawsze cos wiecej. Dobrze jest widziec nowe miejsca ba niezwykle miejsca, dobrze jest spotykac nowych czasem niezwyklych ludzi. Ale najbardziej pociaga w podroz szansa na to ze odbyta podroz nam dopomoze w przyszlej sciezce zycia, bedzie drogowskazem, czasem pomoca poprzez wspomnienie, ludzie czasem to nazywaja droga duchowa. Przemienieni lub naprawieni zyjemy lepiej a wszak kazdy chce byc lepszy lub zyc lepiej a nie tylko wygodniej, co wtlacza nam jako drogowskaz kultura tzw. Popularna. Tez mialem taka nadzieje ruszajac tu. Sa tu cudowne miejsca w nowej zelandii ludzie sa bardzo normalni ze az chce sie tu byc dluzej ale wszak chce sie wiecej. Pamiatki ktorych jest tu bez liku nie zaspokoja tego pragnienia.
Podobal mi sie film Davida Lyncha zagubiona autostrada, ta droga ktora mknela przemijala calosc byla w mrocznym klimacie ale oddawala nastroj tesknoty. Pisze te slowa sam bedac teraz na zapomnianej autostradzie, wyjechlaem z Taumanurui malego siedliska ktore wita przybyszy ogromnym portretem pierwszego krola Maorysow, zaciekawilo mnie to postanowilem pobyc tam chwile poczuc duch miasteczka. Sporo maorysow roznych zdegradowanych jak i ciekawych, siedzieli w przydroznym pubie nijakiem przecietnym calkiem spora grupa widac bylo ze lubia to miejsce przysiadlem sie piszac jakas kartke wsluchujac sie w to co dookola mnie. Ich swiat jest wolniejszy, plynie inaczej. Latwo tu przybyc poruszac sie po miejscach wyznaczonych przez przewodniki, uwierzyc ze poznaje sie to miejsce. Widzac rzezby maski tatuaze uwierzyc ze sie juz wie. Ale to nie prawda ten swiat prawdziwy gleboki jest delikatnyschowany za kurtyna niedostepny nawet dla kiwi. Przekonalem sie o tym gdy odwiedzilem ponownie swoja pierwsza kiwi na westcoascie (pierwsza bo razem lecielismy samolotem obok siebie z sydnej do NZ, zaprosila mnie do swego domu), sadzilem ze bedzie to szansa spedzenia czasu w domu zwyczajnego Kiwi ot popatrzenia jak sobie zyja, byla niedziela spotkalismy sie zjedlismy obiad. Poznalem jej meza niezwyklego, spokojnego pogodzonego zmierza sie ze smiercia wyrok zapadl moze rok moze dluzej, nie krzyczy nie wscieka sie tak piekny ufny. Zadnego gadania religijnego po prostu jest z tym co ma byc. Pomaga swojemu mlodemu sasiadowi przyjacielowi bardzo zdolny muzyk grafik, dopiero przekroczyl 20-stke startuje a tu pojawily sie alkohol, narkotyki tez dziewczyna milosc I owoc dziecko, duzo naraz. Zyciowo bardzo. Dobrze byloby choc na moment moc podzielic ta chwile. Moja pierwsza Kiwi poznala zarekomendowla mnie swojej przyjaciolce Maori, bardzo silnej kobiecie. W przeszlosci miala do czynienia z jednym z glownych gangow maorysow trafila do wiezenia potem z niego uciekla, dopiero przenosiny na wyspe poludniowa I poznanie mojej Kiwi postawilo ja na nogi. Obie prowadza fundacje wspomagania ludzi w klopotach i ratowania dzeci od patologii: narkotykow, picia. Spotkalismy sie rozmawialismy, dobre to bylo spotkanie. Opowiedziala mi ze nie glowa powinna nas prowadzic a serce, wszystko z poziomu serca to tam jest nasz glos nie umysl ktory zwodzi I zaglusza. Bardzo duchowe sprawy. Piekny gleboki kontkt. Dostalem od niej piekne dary. Amulet z kosci wieloryba ktory ma mnie strzec na mojej drodze zycia jak i kulala instrument ktorym mozna wygrac glos swej duszy. To stare przedmioty, jak niezwykle to byly prezenty przekonalem sie pozniej, jak identyfikatory ktore wprowadzja o krok dalej. Mimo pozorow w postaci tak masowej sztuki I otwartosci swiat maorysow jest hermetyczny I biali sie go boja. W jezyku maorysow biali to Pakeha -obcy I tak jest. Pozornie wydaje nam sie ze mamy rozpoznanerozne aspekty z ich wierzen I historii ale tak nam sie tylko wydaje. To gleboka sciezka. Tn swiat rozni sie od chrzesciajanskiego swiata europy. Haka jest tylko elementem ukladanki ta walecznosc to ukazywanie wojowniczosci mowi tez jak bardzo moga bronic tego co uwazaja za swoje, zarazem tak wojowniczy, zarazem tak cudownie usmiechnieci w przyjmowaniu zycia, wychwalaniu go I wyrazaniu szacunku do przyrody. Mialem okazje sie o tym przekonac bedac na festiwalu te matatini w rotorua, odbywa sie co dwa lata zjezdzja sie maorysi z obu wysp ponad 40 grup, 4 dlugie dni. Co zadziwiajace na okolo 10 000 maorysow bialych bylo moze kilkadziesiat osob, jedna kiwi powiedziala mi ze maorysi daja odczuc ze biali nie sa tam mile widziani. Pierwszego dnia czulem sie dziwnie to fakt, sam w morzu nieznanym. Ten sekretny swiat jezyka przedstawien ta kolosalna energia emocji to naprawde zyje. Czasem mialem wrazenie ze przypomina mi to indian z ameryki polnocnej lub rastafarian z jamajki, z tym ze tamci sprawiaja wrazenie zaspanych powolnych ci sa oceanem radosci szczescia lub totalnej agresji wyrazanej poprzez wspaniale tatuaze, cudowne poslugiwanie sie bronia.I nie jest to nijaki folklor jaki mamy w polsce to rzeczywiscte wierzenia to swiat spirytualny ktory jest tu I teraz. Jak poradzil mi jeden maorys gdy wracalem z wyspy stewart gdy spotkam maorysow mam sie otworzyc nie byc bialym ktory wie I startuje z wyzszoscia niczym nie uzasadniona. Drugiego dnia taki bylem rozmawialem o tym kim jestem skad pochodze kim byli moi rodzice, dokad ide moj indywidualny wlasny swiat, pokazalem moje przepustki ktore zdazylem juz byc obdarowany: moje temoko, tawhini pai, kouauau to pozwolilo mi sie zblizyc poczuc sie swobodnie zanikl kolor skory moglem zaczac odbierac to co bylo wokol mnie. Ten swiat,ich swiat aotearoa. Rozmawialem o uczelni z auckland gdzie kazdy moze isc I sie uczyc o Ich kulturze I duchowosci uczyc sie roznych dziedzin chociazby walki bronia czy wiecj na temat znaczenia temoko ale tylko jako czesci w szerszym aspekcie duchowsci. Jedyny warunek trzeba posiadac conajmniej rezydenture w nowej zelandii.
Swiat maori to swiat czerni I bieli walki dobra ze zlem, jednakze raczej bez odniesien do chrzescijanskiej wizji swiata. Swiat kobiet I mezczyzn jest rowny, co tak bardzo zabuzone jest w swiecie zachodnim z strasznym bozkiem jakim jest pieniadz. Podoba mi sie ten swiat mam to szczescie ze moglem poczuc jego nie tylko pozorna turystyczna twarz. Dlatego warto rozmawiac byc otwartym dzielic sie I wciaz przypominac sobie o tym


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 26 Lut 2013, 20:27 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
Jestem tu szczesliwy. Kalejdoskop zycia plynie, wiec warto notowac to co juz przezyte, glowa- sito naszych przezyc z czasem zatrze to co bylo. Rozmawialem wczoraj z mlodym chlopakiem takim sie wydawal, mowil ze duzo wedrowal w 3 miesiace podrozujac tylko autobusami zrobil mnostwo trackow, okazalao sie ze to byly oficer armii izraelskiej opowiadal jak w trakcie szkolenia na koniec zaczeli isc w nocy I przez dwa dni w pelnym oporzadzeniu zrobili 70 km docierajac na Massade slynna gore w Izraelu gdzie w przeszlosci powstancy zydowscy bronili sie dlugo przed Rzymianami. Po takiej zaprawie dziwie sie juz mniej temu ze byl w stanie tak duzo przejsc, zaprawa.
Bedac jeszcze na wyspie poludniowej biore ktoregos dnia na stopa chlopaka, wsiadajac niefortunnie wylamuje mi lusterko ktore jest w srodku, dobre bo choc probuje je naprawic gdy zatrzymujemy sie w Cromwell tasma okazuje sie zbyt slaba, dopiero w napier docieram do warsztatu , prosze o pomoc, czekam moze z pol godziny Kiwi cos tam robi w koncu przychodzi przykreca, na pytanie ile mam zaplacic odpowiada ze nic bo to byla prosta naprawa. Daje dziekujac mu 10 dolarow. To ten rodzaj kooperacji anonimowej miedzy ludzmi tutaj, bardzo czesto to spotykam bez znaczenia gdzie, zycie jest tu latwiejsze I smakuje bo ludzie czuja sie ze zyja wsrod ludzi wiec nawet anonimowo kooperuja I wspomagaja sie poprzez nawet male gesty.
Lodowiec franz josef do ktorego docieram po dosc dlugiej marszrucie po plaskim terenie I zobaczeniu go w oddaleniu daje mi powod by pojechac kretymi drogami do lodowca fox tam wykupuje nie do konca wiedzac czy potrzebuje akcespojscia w grupie. Okazuje sie ze firmy ktore oferuja wejscia na lodowiec poprzez to ze sa wyszkolone maja pozwolenie nie tylko dojscia do czola lodowca, ale tez oprowadzania po samym lodowcu. Przewodnik ktory nas oprowadzal naprawde robil swietna prace, skuwal lod kilofem, chodzilismy po lodzie ladnych kilka godzin. Lodowiec nie brzmi to tak jak wyglada I jak sie czuje bedac juz na nim. To po pierwsze stapajac po nim to wrazenie chodzenia po zamarznietym jeziorze-rzece gdzie trzeba uwazac na kazdy krok bo mozna upasc I rozbic sobie co nieco. Ztym ze tutaj jest to nieogarnione, po prostu gigantyczne I wszedzie wokol jest lod przechodzilismy przez rodzaj tunelu wewnatrz bylo nie lodowacie zimno bylo przerazliwie zimno jedyne co to rekompensowalo to barwa lodu czysty I widoczny wglab zos jak przy nurkowaniu, cudowne wrazenia dla zmyslow, przepiekne glebie koloru niebieskiego, kraina krolowej sniegu. Kolejny raz w zetknieciu z przyroda tu odczuwam nasza malosc ta ogrom lodu piekno ta nasza znikomosc mozemy- wedle naszej miary- wiele ale to I tak jest tak znikome w zetknieciu z takim ogromem. W podrozy jest to dobre ze znowu rownowazy nasze ego I stawia jest na poziomie pokory I cichej proby rozumienia.
Na poczatku mej podrozy 4 tygodnie temu myslalem ze odtad juz wszedzie bede mial blizej gdziekolwiek bede chcial pojechac teraz wiem jeszcze jedno cokolwiek by sie nie wydarzlo tym planem B na zawsze bedzie nowa zelandia, gdyby sie poalily wszystkie mosty I nie byloby nadziej zadnej to ona jest tym miejsce rajem utraconym Itaka Odyseusza, miejscem wytesknionym I miejscem odetchniecia po trudach podrozy zycia.
W podrozy jest cudowne to ze zaburza I dziala wprost zwyklej codziennej rutynie zycia. Mozna wstac gdy sie obudzi, nie jesc nic lub tylko wtedy gdy cos sie znajdzie w poblizu, ciagle odczuwanie ze wszystko co sie zdieje wokol jest nowe I generalnie nie ma schematu ludzi miejsc to przygotowanie na odnawialny zachwyt. To takie wspaniale, odswiezajace. Czasem jest tak ze rutyna codziennosci powoduje ze codzienne zrodlo zycia przestaje byc zasilane I tworzy sie bagno czasem wszystko zasycha I tylko wykonujemy puste gesty wrazenia, lecz jesli tam pod spodem buzujemy I w koncu ruszamy to wszystko sie w koncu porusza I zasilane nowymi wrazeniami znow przemienia sie w dobry potok moze nawet rzeke, wiec tak warto nie byc li tylko turysta a raczej Surveyor-em (polskie inspektor nie brzmi zbyt dobrze) wczoraj bylem na grobie za zapomnianej autostardzie. Czlowiek zmarl w wieku 35 lat, grob jego lezy w otoczeniu cudownej przyrody w malej dolince gdzie cykaja swierszcze cudowne miejsce. Penetrowal to miejsce badal wkladal serce. Ladny prosty grob dobrze byla tam chwile posiedziec jego wlasny raj z prostym napisanym nazwiskiem I wyrazem Syrveyor- badacz tego co jeszcze nieznane.
Park Tasmana na samej polnocy wyspy poludniowej. Nie wiedzialem czego sie spodziewac, zeby tam dotrzec trzeba przekroczyc gore bardzo kreta gore ktora jest jak brama przegradzjaca dwa swiaty, miejscowosc takaka wi jeszcze bardziej wglab nad same plaze, ale za to jakie plaze. Nigdy czegos takiego nie widzialem piasek pomaranczowy jak ciasto wymieszane z jajkami wrecz pomaranczowy, mocno niebieskie niebo I woda szmaragdowa ciepla. Zanurzenie sie w niej i plywanie pod woda to przede wszystkim brak bolu oczu ktory zazwyczaj mialem probujac gdziekolwiek.
Ten swiat ciszy, kiedys uwielbialem bedac w wannie ta cisze I spokoj, to to samo ale poglebione piekne uczucia.jak dobrze tego doswiadczyc pomyslalem. Wellington to przedziwna stolica, czysta ciekawa mialem troche obawy zanurzajac sie w nia, nie lubie miast niby dobra jest w nich anonimowosc ale to znaczy ze zazwyczaj ja tez znikam w niej co jest uczuciem conajmniej nieprzyjemnym. To oddawanie sie w niewole nadrzednej roli tlumu. Z wellinton jest inaczej. Po pierwsze nie widac ludzi nieszczesliwych jakiekolwiek by nosilo to miano- bieda, uzaleznienia. Ludzi nie ma wielu, I miasto polozone jest w zatoce. Z chwili na chwili przekonywalem sie ze podoba mi sie bardzo dotad sadzilem ze najwspanialsza jest praga do ktorej wielokrotnie jezdzilem ten specyficzny klimat. Palme pierwszenstwa otrzymuje wellington dobre bezpieczne I ciekawe miasto.polubilem je bardzo sadze ze moglbym na troche w nim zamieszkac a na pewno dosc czesto przyjezdzac, to jak wesole miasteczko zawsze cos ciekawego sie dzieje I chce sie tam chodzic.Droga sama tez moze przyniesc niespodzianki. Kierujac widze nadjezdzajaca ciezarowke z ogromnym napisem z przodu OLSZEWSKI. Jak sprawdzam to tony chyba prowadzi firme przewozowa, nigdy wczesniej nie widzialem zadnych ciezarowek ktore reklamowaly by sie z przodu. Wrzaenie przedziwne gdy nagle mija nas cos co wydaje sie tak swojskie. Miasta maja tu swoje motta, tak jest tez z napier przedstawiane jako stolica art deco czyli secesji I faktycznie mnostwo tu mozna znalezc ladnych detali ktore ciesza oko, ale ludzie przewaznie sprzedwacy chyba za bardzo przejmuja sie swoja role I probuja odgrywac co jest tak dziwne majac na mysli przewaznie wiekszosc kiwi wazniakow pyszniacych sie swoja wyzszoscia. Nie wiem po co to robia to takie odpychajace moze mysla ze na tym polegaly te czasy na mocniejszym podziale na tych ktorzy moga I tych co chcieliby.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: SEEaLand luty dwa tysiace trzynascie
PostWysłany: 12 Mar 2013, 07:56 
Offline

Rejestracja: 30 Lis 2012, 14:22
Posty: 16
moje szczescie ze nie byla to dla mnie wycieczka. tak- przemierzylem w koncu 6000km wszerz i wzdluz, od Stewart Island do Cape Reinga. Widzialem wiekszosc co dobrze zobaczyc, uslyszec, poczuc. Dla mnie to wyprawa duchowa, rodzaj przypomnienia sobie o najwazniejszym. Spotkalem maorysow na swej drodze i ich duchowosc. Swiat jednosci i tym ze stanowimy calosc. Ta naturalna wymiana i tym ze jestesmy jednym z tym co dookola: gorami, jeziorami, lasami. Ze warto sie dzielic tesknic za nieznanym czuc niewidzialne. Dla mnie to kraina Aotearoa i cieply swiat maorysow, biali z europy ktorzy tu przybyli i w swojej pysze nadali temu miejsce latke nowa zelandia, jakby faktycznie chcieli zaczac od nowa bez nalecialosci ze starego kontynentu. Chrzescijanska- jedynie dobra w ich pojeciu- wizja swiata wcale nie pomogla im w przemianie, uczynili na podobienstwo tego co bylo juz w europie swiat wokol podporzadkowany sobie, swoja manie wladzy i pieniadza. Maorysi dzieki swej wojowniczosci nie poddali ani nie poddaja sie do dzis. walcza o swoja wizje swiata. Dla mnie jest ona tozsama z tym co sam czuje. Zycze kazdemu spotkac ich na swej drodze, miec szanse podzielenia sie, poczucia choc na moment tego szacunku do tego co wokol. Pakeha dokonuja zmian, zaczynaja sluchac powoli pomalu jednak jest takis progres, ziemie sa zwracane, maorysi sa slyszeni. jeszcze nie wiem byc moze bede chcial i mogl kiedys zamieszkac tam, tego nie wiem. To co widzialem bardzo mi sie spodobalo, pomoglo zainspirowalo. bde przygladal sie sobie jak to zaowocuuje we mnie. Piekny czas. jestem szczesliwy.


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY